#13 skondensowana dawka smutku

igor herbut
„latające słonie”

kiedy pisałam ostatnie literki na falowanej, jeden z moich ulubionych wykonawców jeszcze nawet nie planował solowej płyty. przyszedł z nią w samym środku pierwszej pandemicznej fali, na przekór wszystkiemu. i trzeba przyznać, że przyszedł w samą porę, bo jego krążek to zbiór promyków nadziei, dobroci, piękna, ciepła. czyli tego, czego każdemu
z nas teraz bardzo potrzeba.

ja powracam w środku jużniewiadomoktórej fali, bo przez ostatnie lata nazbierałam wiele skondensowanych dawek smutku, melodii filmowych koneserów i innych dobroci. a dobrociami należy się dzielić.

dziś w skondensowanej najjaśniejsza i w zasadzie wcale smutna piosenka. razem z Igorem o powiemy Ci o dniu, w którym przywitało nas słońce – dosłowne, lecz niejednoznaczne; dobre i piękne. słońce zamknięte w takich samych – przepięknych, wypełnionych światłem i dobrem – dźwiękach.

 

 

 

#10 niedzielne dobroci

a słyszeliście, że amerykańscy naukowcy odkryli, że na świecie istnieje naprawdę dużo piosenek, które nie są o miłości? słyszeliście, ale nie ufacie amerykańskim naukowcom… okey, w sumie racja. ale mi możecie zaufać. i ten post jest właśnie potwierdzeniem tej tezy. takim z twardymi dowodami.

pewnego wieczoru, wcinając w kawiarni herbatkę i ciastki, zostałam zainspirowana do poszukania piosenek, które nie są o miłości. bo niektórzy uważają, że takie piosenki nie istnieją. albo istnieją w śladowych ilościach. więc pewnego piątkowego wieczoru siadłam sobie z słuchawkami na uszach i w dwie godzinki stworzyłam taką niemiłosną playlistę. bardzo fajna to playlista, bo nie składa się z samych szlagierów typu „ciągle pada” albo „tu na razie jest ściernisko”, ale z piosenek naprawdę różnych wykonawców, w różnych językach i o różnej treści. tematyka: od sprzątania lasu, przez błędy językowe, aż po poszukiwanie swojego miejsca w życiu. Czytaj dalej

#12 skondensowana dawka smutku

fismoll „song of songs”

uwielbiam fismolla za jego subtelność, za delikatność brzmienia. w moim prywatnym oceanie tak zwanych smutnych piosenek nie znajduję drugiego wykonawcy, który ładowałby do swoich utworów tyle spokoju, bardzo ładnego spokoju. to takie piosenki, przy których spokojnie mogłabym umrzeć z zachwytu – zachwytu nad muzyką i nad pięknem w świecie.

pieśń nad pieśniami pełna czystości, nieśmiałości, pokory, niewinności, cierpliwości, zachwytu. muzyczne uosobienie Miłości! ♥

we’re a universe in a grain of sand. a song od songs we are.

#9 niedzielne dobroci
rodzinnie

 

im bardziej staję się częścią tej rzeczywistości, którą ludzie dorośli nazywają dorosłością, tym wnikliwiej zaczynam obserwować nudną codzienność i przez najmniejsze gesty życzliwości definiować miłość. i to jest superświetne, bo odkrywam ile hektolitrów miłości dostaję codziennie oraz że drugie tyle mogę dać, jeśli tylko będzie mi się chciało. Czytaj dalej

#8 niedzielne dobroci
ta ostatnia niedziela

ta niedziela nie mogłaby się zakończyć bez tych dźwięków!

 

 

#11 skondensowana dawka smutku

myslovitz
„gadające głowy 80-06”

 

kiedy próbujesz się poskładać w całość. zamknąć się w kilka zdań. zdefiniować siebie, czyli wszystkie swoje myśli, marzenia, doświadczenia, nadzieje, zranienia, zakurzone wspomnienia, porażki i osiągnięcia. kiedy chcesz wyciągnąć z siebie esencję zamkniętą w kilka słów, kilka uśmiechów i kilka momentów spośród miliardów przeżytych chwil. wtedy posłuchaj gadających głów, wtedy obejrzyj reportaż Kieślowskiego i wiedz, że każda z tych odpowiedzi będzie jednocześnie zbyt banalna i głęboko piękna. i że bez tych prób życie traci sens. Czytaj dalej „#11 skondensowana dawka smutku”

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑